Etykiety

haft krzyżykowy. haft xxx (100) think (16) Ballon Glow (13) Moje dzieci (13) Dimensions (12) HAED (12) CANDY (9) Sadness of an Angel (8) DFEA (7) Sowi Sal u Myszkowatej (7) Oswald (6) TUSAL (6) BN (5) Na drutach (5) Rainbow Rose (5) SAL z Madame (5) TUSAL2012 (5) kobieta w sepii (5) remont (5) Piwonia (4) Sal "Drzewo życia" (4) Sal z księżniczkami (4) Veronique Enginger (4) cztery pory roku (4) polne kwiaty (4) 2014 (3) Gail (3) Konkursy (3) Książki (3) Renato Praolin 'La Fuxia' (3) Sal z inicjałem (3) Wyróżnienie (3) angry birds (3) druty (3) kuchnia (3) wish list (3) zakładki (3) Choinka 2016 (2) Geranium (2) Lili soleil (2) Michell Powell (2) Newton miś (2) Tweety (2) UFOKI (2) biedronka (2) biscornu (2) blackwork (2) czerwony garbus (2) kot (2) podsumowanie (2) przebranie dla przedszkolaka (2) tatty tedy (2) tygrys (2) włoski krajobraz (2) zakupy (2) 1% (1) 2015 (1) AZOR (1) BLOG (1) Chusta (1) Fizzy moon (1) Flora 'Josephine Wall' (1) Frywolitka (1) Gazetki (1) Girlanda serc (1) Jesień (1) Karczoch bombka (1) Las (1) Niteczki w karteczki 2014 (1) Paradigm Lost (1) Sal 'Kubuś i przyjaciele' (1) Sampler z sercem (1) Sylwester (1) Truskawka (1) ZAWIESZENIE (1) Zielnik (1) Zindy Nielsen (1) farbowanie (1) ha (1) haft matematyczny (1) kartka (1) maska/i (1) metryczka (1) metryczka/metryczki (1) mąż (1) na lnie (1) na zamówienie (1) nasze zwierzaki (1) oprawa (1) parkowanie (1) permin of copenhagen (1) poduszka (1) stojak (1) sutasz (1) szafa.królik (1) szydełko (1) takie tam gadanie (1) technika (1) tort (1) uszytki (1) wstążka (1) wycieczki (1)

wtorek, 30 października 2012

Małe 'złośliwostki'



            Mam ostatnio 'złośliwą ' przyjemność wpadać w kłopoty mniejsze lub większe. Na szczęście jakoś zawsze z nich wychodzę. Tak tez stało się i dziś. Kilka dni temu chciałam opublikować mój post robótkowy, ale mój komputer-staruszek postanowił spasować i nie włączyć się. No cóż zdarza się. Już od dawna należał mu się okresowy przegląd i naprawa . Pan Komputer po kilku dniach wrócił cały i zdrowy (na szczęście dla naszego portfela ;). Tak więc w końcu zasiadłam do 'wymaszczenia' pięknego robótkowego wpisu ;)i co ??? Wielkie NIC,ponieważ tym razem karta w aparacie postanowiła zaniechać dalszej współpracy. I tak oto złośliwość rzeczy martwych sprowadziła mnie na ziemię i pozwoliła 'wyprodukować' tylko ten 'złośliwy' post.
            Co do dalszych wpadek to w piątek zostawiłam telefon w pracy,a dziś  (poniedziałek ) zapomniałam go zabrać do pracy. Chyba usilnie mój telefon próbuje się zgubić.
            Muszę się wam pochwalić,że nareszcie wybrałam się na przejażdżkę autkiem sama. Właściwie innego wyjścia nie miałam, bo w weekend na uczelnię praktycznie nie mam połączenia. Już na pierwszy raz zaliczyłam jazdę w nocy,w deszczu i w śniegu. Ale dałam rady (nawet z parkowaniem ha ha) i jestem z siebie mega dumna. Naprawdę dało mi to dużo pewności siebie za kierownicą.      
            Natomiast nowy kierunek,choć wygląda ciekawie to przeraża mnie ilość materiałujaki muszę nadrobić, bo bez tego nie da rady. Trudno zakasam rękawy i do książek zdobywać wiedzę,choć to ciężkie bo ciągnie mnie do igły i do nitki.
             Tymczasem czekajcie cierpliwie na następny wpis (obiecuję już jakieś zdjęcia),za kilka dni bo narazie wybywam z rodzinką w świat.

Wszystkich, którzy dotrwali do końca poprzedniego posta podziwiam za wytrwałość. Przelałam co mogłam na ekran  i mi ulżyło.

Sylwuska, Basiulula – no właśnie jak nie my to kto ? męska słaba płeć przy nas wymięka :P ;D
Lidia K- ciotka Ty się nie podlizuj. Maluchy na równo terroryzm zbbiorowy na mamci uprawiają ;P
Piegucha- no to zdrówka życzę, poza tym Tobie to nic nie straszne, dzielna kobieto


Dozobaczenia :)))
Arabeska pechowa albo zapominalska

środa, 24 października 2012

Maxik Capone i matka furia



            W wysokim,szarym domku na obrzeżach małej miejscowości ronie sobie mały pan Maxik Capone. Ów uroczy pan ma już 18 mc umie sam pić ,jeść itd........ a co najważniejsze ma swoje własne 'widzimisiowe' zdanie (czytaj : uparty jak osioł). Gorsza * wersja swojego starszego braciszka p. Olivierka.
            Właśnie wczoraj urządził swój 'widzimisiowy' pokaz na biednej schorowanej mamuśce, która mogłaby zasnąć na stojąco. Jak co wieczór kochane rozrabiaki, zamiast grzecznie położyć się do łóżeczek po dobranocce urządzają dzikie wygłupy na łóżku.Nad łóżkiem wisi nasza ulubiona półeczka, a na niej wszystko począwszy od książek, pampersów na zmaine po ładowarkę  do telefonu ;P  Nie od dziś troskliwa mama ostrzega,że na ową półeczkę się nie wychodzi, bo się urwie przecież, a jak się urwie to mama osobiście was udusi- OSTRZEGAM :o
            Jednak jak to zwykle bywa mama swoje, a dzieciaki swoje. Zarzadzam- kłaść się,jedna bajka i ani mru- mru,a ja ide oddawać się  relaksującemu zajęciu jakim jest zmywanie cholera jasna  ;(((((  ** uffff....nawet cisza czyli oglądają bajkę i nie słychać żadnego tup-tup i krzyku 'Mamo bo, dasz i inne '.
            Krótka chwila rozkoszowania się błoga ciszą i .......... ŁUBUDUBU. Idę z tekstem 'co wy tam wyprawiacie ??? ' . Wchodzę i co widzę ? Owa wspomniana półeczka oczywiście urwana leży na łóżku z całą zawartością. Dla przerażonych informacja dzieci już zwiały na drugie łóżko, wszyscy żyją bez uszczerbku na zdrowiu. Półeczka poobijana,wszystkie kable zerwane, nie wiem jak oni to zrobili. W tym momencie P. Maxik Capone pokazuje paluszkiem na półkę i mówi "Oliś uu' (czytaj : Oliś to zrobił ). Czy mnie zaskoczył? Raczej nie bo od pewnego czasu co narozrabiają to zwala jeden na drugiego. Naprawdę nie mogę uwierzyć ,że tak małe dzieci potrafią już się tak wykręcać. Łobuzy jedne ;o
            No cóż zdąża się (chociaż gdyby ten jeden jedyny raz posłuchali i nie wychodzili na tę półkę, to może spokojnie by wisiała). Kable zabezpieczone, haki, gwoździe i wszystko co zaciekawi dwóch młodych panów usunięte z pola widzenia. Półeczka postawiona za łózkiem z myslą 'pan małżonek, jutro naprawi'.
            Po pół godzinki śpią..... NARESZCIE. Mimo,że dopadło mnie paskudne przeziębienie i łupie mi coś w krzyżu idę jak co wieczór pod ciepły prysznic, pidżama, cyk- jakis kryminalny serial i igła w łapkę (oczywiście żeby 'poxxxować'). Czysta rozkosz....
            Nie na długo, bo P. Capone przebudza się. Podaję herbatkę i myślę pójdzie spać jak zwykle. Niestety ów Pan postanowił dać tej nocy mamie wycisk i rozpoczął akcję dziś nie spie, a właściwie on spał tylko co odchodziłam to ryk jakby co najmniej obdzierano go ze skóry, tak minął nam czas do godziny 6.05. O godzinie 7.00 budzik oznajmij ,że trzeba wstawać (że też go nie utopiłam).
Żeby było ciekawej mały szczęśliwy jak skowronek a mi w plecach łupie, głowa pęka,chrypa basowa. No nic wstajemy (małżonek,akurat 24 ciągnie)więc jedziemy sobie w ten fantastyczny dżdżysty poranek na rowerku do przedszkola (ja jadę, dziecko wygodnie siedzi dla jasności), chłód do szpiku kości. Jeden z głowy, teraz czas zająć się drugim terrorystom i obiadem bo niestety u mnie nikt prócz mnie nie poczuwa się w obowiązku,żeby ugotować. Muszę rewolucję przeprowadzić, bo chcą ze mnie zrobić niewolnice posprząta, poprasuje, ugotuje...a ja się nie chcę dać :) i się   buntuję.
            Schodzę do teściowej piętro niżej i pytam,czy nie zajmie się małym bo ja muszę ekspresowo ugotować. Mały już grzeczny zostaje zostaje z babcią, a ja wtedy zauważam składniki na ciasto. Więc pytam co dziś pieczesz, jakaś okazja ? (szarlotka.  Kiedyś ktoś napisał : "ilość szczęśliwych chwil w rodzinie to ilość upieczonych szarlotek :)))) "). Mania***  że szarlotka na imieniny jedynego synusia (czytaj: mój p. Mąż). Pyta 'a Ty co dla niego masz ?'. Cholera zapomniałam,że to dziś. Że tez nie wpadłam na to,że coś tu nie gra jak pan Mąż dzwonił już 2 razy rano 'tak pogadać'. (i mówią,że to mężczyźni nie pamiętają o domowych świętach). No nic w drodze do pracy coś mu tam kupię.

I co : jestem dziś Furią bo jestem chora i przemęczona. Dziś mam w pracy kontrolę,a ja jak z krzyża zdjęta. Dziś ktoś powinien dać mi się wyspać, kolację podać do łóżka, zająć się dziećmi i obowiązkami domowymi. Ja też ciężko pracuję. A nie siedzę tylko. Niektórzy powinni to docenić i pomyśleć ,że nie jestem niezniszczalna. (Wbrew pozorom to nie apel do mojego męża ,ale do zupełnie innej osoby, która stara się tej prawdy nie zrozumieć).
            Muszę wypocząć bo w końcu naprawdę nie dam sobie rady i nie będę znów mogła cieszyć się widokiem kolorowych jesiennych liśći.

Przy okazji kochany p.Meżu  :  Wszystkiego najlepszego z okazji imieninek. Przedewszystkim zdrowia i więcej wolnego czasu dla mnie i dzieci.

W zasadzie powinnam pokazać moje robótkowe postępy bo mimo ostatnich kłopotów to nawet udaje mi się kilka xxx postawić,ale karta w aparacie mi padła wiec musicie poczekać do następnego wpisu.


*maksymalnie uparty i niereformowalny buntownik ;o
** Apel do pana męża : jeśli chcesz żyż ze mną w zgodzie to lepiej kup mi tą zmywarkę !!!
*** teściowa

EDIT :
Jeśli dotrwaliście do końca.
Mimo wszystko mam cudowne dzieci, mimo,że czasem rozrabiają :)iiiiiiii cieszę się,że znów mogę blogować.

Edit2. Kontrola pomyślna:)

Buziaki kochani.
Free background from VintageMadeForYou
Follow my blog with Bloglovin